poniedziałek, 13 października 2014

Ważne!

 Hej kochani. Jesteście tu jeszcze? 
Wiem, że długo już nie dodaje rozdziału i jak na razie nie będę dodawać. Zawieszam bloga na czas nieokreślony, bo nie mam jak na razie weny. Wiem jak ma się potoczyć akcja tego opowiadania, ale jakoś nie mogę tego "ubrać" w słowa. Za co Was cholernie przepraszam. Mam nadzieje, że jak tu wrócę wy dalej będziecie ze mną. Kocham Was! 

piątek, 11 lipca 2014

Seventeen

 *Strasznie was przepraszam, za takie opóźnienie, ale naprawdę nie miałam pomysłu na ten rozdział i mam nadzieję że was nie zawiodłam xx





Wydaje się nam, że ból to najgorsze uczucie
   ale to nieprawda
     Bo jak może być coś gorszego 
 od wiecznej ciszy wewnątrz mnie?





 Strach ogarnął moje ciało. Nie wiedziałam dlaczego się ich bałam przecież było wiele ludzi którzy się na mnie patrzyli i jakoś wcześniej mi to nie przeszkadzało, a teraz gdy ich zobaczyłam, po moim ciele przeszły ciarki. Dlaczego sądziłam, ze oni mnie znają?
Coś było z nimi nie tak, tylko co? Byli coraz bliżej mnie co nie pozwalało mi racjonalnie myśleć. Zamiast odejść i znaleźć przyjaciół to stałam tam i się patrzyłam jak są już prawie przy mnie. Za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd ich kojarzę, a może to tylko moje urojenia. Zaczynam wpadać w jakąś paranoję. Rozejrzałam się za przyjaciółmi, ale jedyne co zauważyłam to Ashtona znikającego z jakąś dziewczyną w łazience. Teraz kiedy ich potrzebuje to ich nie ma. No świetnie. Poczułam jak ktoś szarpnął mnie za ramię, w duchu modliłam się aby to nie byli oni. Gdy się odwróciłam stałam naprzeciwko przystojnego mulata, a po jego bokach stali jego koledzy. Czułam jak wielka gula pojawiła się w gardle. Okey, spokojnie dziewczyno, pewnie przyszli tylko pogadać, luz. 
- Popatrz Zayn zguba się znalazła, no mała masz przejebane- o co mu kurwa chodzi, naćpał się czegoś i czy on powiedział zguba?
- Mała to może być twoja pała- oni mogą a ja nie? 
- Uważasz, że mam małego?
- Owszem.
- Jak ostatnio go ssałaś to go do buzi nie mogłaś zmieścić.- ŻE CO KURWA!? 
- Najpierw trzeba by było coś tam mieć, żeby mieć co ssać.


- Och tak? Może Ci przypomnieć?
- Potrzebowałabym lupy żeby coś tam dojrzeć. 
- Łoł Lou to ci dowaliła haha
- Zamknij się Bieber! A Ci słońce radzę zamknąć mordę teraz bo nie będę mieć problemu z uciszeniem cię. - jak on mnie wkurwia
- Jak na swoją rasę coś za dużo szczekasz nie sądzisz?- chyba go zdenerwowałam bo aż na twarzy poczerwieniał, okey czas się wycofać. 
- Dość!- łoł dobra spokojnie po co się tak unosić
- Bierzcie ją i spadamy nie mam czasu na wasze dziecinne sprzeczki. - co? Bierzcie? Nie, nie, nie ja się nigdzie z nimi nie wybieram. Ten cały bimer czy bimber chuj nie ważne, chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć do wyjścia. Zaczęłam się szarpać i krzyczeć żeby mnie zostawili, ale do nich nic nie docierało. Gdy nadepnęłam mu obcasem na nogę, puścił mnie po czym zaczął mruczeć coś pod nosem, ale nie miałam czasu na to żeby słuchać bo odwróciłam się i zaczęłam uciekać w stronę tańczących imprezowiczów. Widziałam, że ruszyli za mną, cholera no! Gdy się odwróciłam by zobaczyć czy ich zgubiłam wpadłam na kogoś, przy czym upadłam. No pięknie, ja to mam szczęście. mój wzrok powędrował w górę i wiecie co zobaczyłam? Wprost nie uwierzycie. Zaskoczę was, naprawdę. Wysoki, przystojny, mulat o czekoladowych oczach i perfekcyjnie ułożonymi włosami. Przed wami mocno wkurwiony Zayn. przerzucił mnie przez ramię jak bym była jaką rzeczą i dołączył do tych swoich kumpli.
- Jeszcze raz wywiniesz taki numer to ci kurwa ten nogi przy samej dupie urżnę!- dobra teraz zaczynam się bać, waliłam go w plecy, kopałam ale to na nim nie robiło najmniejszego wrażenia. Czy ludzie nie widzą, że jacyś popierdoleńcy mnie wynoszą i potrzebuje pomocy?! No proszę pomóżcie mi! Z moich oczu zaczęły napływać łzy, ale nie pozwoliłam im wypłynąć, nie mogę im pokazać jak słaba jestem. Ale kurde no! Czego oni ode mnie chcą? to jest chyba jakiś koszmar. Może się zaraz obudzę i wszystko będzie po staremu. I gdzie do cholery są moi przyjaciele? Nick? Zac? Ashley? Molly? Chociaż jebnięty Ashton? Nikt? Serio?!

15 KOMENTARZY I NEXT ♥

niedziela, 4 maja 2014

Sixteen

   *ZANIM ZACZNIESZ CZYTAĆ ZAPOZNAJ SIĘ Z NOWO DODANYMI BOHATERAMI!!!



             W życiu ciągle szukamy wytłumaczenia.    
        Marnujemy czas usiłując się dowiedzieć dlaczego. 
                 Ale czasami nie ma żadnego dlaczego.
       I jakkolwiek smutno by to brzmiało, do tego właśnie
                  sprowadza się całe wytłumaczenie. 




     To dziwne uczucie nie wiedzieć kim się jest i co się ze mną działo, ale postanowiłam odłożyć to na później. Nie chcę tym na razie sobie zaprzątać głowy. Owszem jest to dla mnie ważne, ale Nick mówi, że najpierw muszę doprowadzić siebie do porządku by być gotowa na prawdę. 
   Chłopak strasznie mi pomaga za co jestem mu strasznie wdzięczna. Bo przecież mógł mnie wywalić tylko jak odzyskałam przytomność, ale nie. Jest przy mnie. Jestem nazywana przez niego Lola i tak też jestem przedstawiana jego znajomym. Powiedział, że skoro nie zna mojego imienia to wymyśli mi nowe. A co do jego znajomych to cóż są wobec mnie mili no może prócz Scotta. On jest taki jak to powiedzieć, jest kompletnym kretynem to jest chyba najlepsze określenie w łagodnym stwierdzeniu oczywiście. Uważa mnie za jakąś rozkapryszoną małolatę. A reszta jest okey. 
       Dziś piątek wybieramy się na imprezę do nowego klubu. Ja, Nick, Scott, Molly, Luke i Ashley. Moje siniaki już zdążyły zniknąć więc mogę sobie pozwolić na ubranie małej czarnej i do tego czerwone szpilki. Gotowa wyszłam z pokoju i zobaczyłam Nicka który gdy mnie zobaczył uśmiechnął się do mnie i ruszył w moją stronę. 
- Ślicznie wyglądasz, ale teraz już chodźmy bo nie będą na nas wiecznie czekać. - wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do klubu. Na miejscu już wszyscy czekali. Od razu z dziewczynami ruszyłyśmy na parkiet.
Było strasznie tłoczno, ale to nam nie przeszkadzało w dobrej zabawie. Później dołączyli do nas chłopaki już dość zjarani. Taa.. to kolejna rzecz o której się dowiedziałam, że palą zioło i nie przeszkadza mi to nawet sama raz spróbowałam i szczerze mówiąc spodobało mi się to uczucie gdy jestem na haju. Gdy wszyscy byliśmy już zmęczeni poszliśmy się napić. Luke zamówił nam po tequili na początek. Za pierwszym razem nie wiedziałam po co do tego jeszcze limonka, ale Young pokazał mi jak to zrobić. Byłam trochę zakłopotana bo jako jedyna nie miałam takiego doświadczenia z alkoholem tak jak oni i często też się z tego śmiali, ale cóż z kogoś muszą. Zostałam szturchnięta w ramię, przez co wyrwało mnie z zamyślenia. Luke uśmiechał się do mnie, swoją drogą był naprawdę przystojny i chyba polubiłam go bardziej od Scotta. Jego uśmiech stał się jeszcze większy gdy zobaczył, że mu się przyglądam.
- Zrób zdjęcie będzie na dłużej.- o boże założę się, że moje policzki są czerwone jak pomidor, ale postanowiłam, że będę udawać, że jego słowa na mnie nie wpłynęły. Tak to jest świetny pomysł. 
- Żebym za każdym razem jak zobaczę zdjęcie miała koszmary? - mały uśmieszek wkradł się na moje usta 

- Oj nie udawaj wiem, że ci się podobam.- oj za blisko mnie za blisko. Przyparł mnie do stolika, a ja starając odzyskać swoją przestrzeń osobistą położyłam swoje dłonie na jego brzuchu i starałam go delikatnie odepchnąć, ale jakoś słabo mi to wychodziło. Ale swoją drogą musi mieć nieźle wyrzeźbiony tors, bo jak dotykam go przez bluzkę to WOW. Dobra o czym ja w ogóle myślę.
- Chciałbyś Young.- delikatnie poklepałam go po policzku, a on się zaczął śmiać. Co jest? 
- Gdy próbujesz grać, że wogle cię nie interesuje to jest całkiem śmieszne uwierz mi powinnaś zobaczyć swoją minę. 
- Oh zamknij się.-  wspomniałam, że mam policzki o kolorze pomidora teraz zapewne moją barwę buraka. 
- Oj wyluzuj skarbie.
- Wiesz co? Jesteś dupkiem.- ale jak na złość nie mogłam być poważna i zaczęłam się śmiać razem z nim.
- Tak mi mówiono.- śmialiśmy się tak przez jakiś czas i rozmawialiśmy, nie wspominając już o tym, że chłopak cały czas coś dla nas zamawiał. Reszta bawiła się na parkiecie. Nick i Scott próbowali wyrwać jakieś naiwne laski. Boże jacy oni przewidywalni. Ashley wkręciła się do innych imprezowiczów i bawi się w najlepsze, a Molly cóż, Molly nie widziałam już długi czas. Lecz to nie Claus mnie teraz najbardziej interesowała tylko trzej chłopaków, którzy od pewnego czasu się cały czas mi przyglądają. Jeden z nich miał ciemne włosy postawione do góry a na oczach miał ciemne ray-bandy. Drugi z nich był ciemnym blondynem, muszę przyznać że mega przystojnym, a ostatni z nich był z nich najniższy jego blond grzywka opadała mu na czoło i miał pełno tatuaży, zresztą tak jak każdy z nich. Przyrzekłabym, że ich już kiedyś widziałam, ale nie wiem gdzie. Jeden z nich był strasznie podobny do tego kolesia z moich koszmarów, które mnie od niedawna prześladują. Było w nich coś niepokojącego jakby wiedzieli kim jestem. Kurde wariuję normalnie. 
     
Nie podobało mi się to, że tak cały czas na mnie patrzą, przerażali mnie. Po chwili zobaczyłam, że idą w moją stronę. Zaczęłam się trochę niepokoić bo widać gołym okiem, że nie są to dusze towarzystwa, nawet cienia uśmiechu na ich twarzach. Obróciłam się w stronę Luka, ale go kurwa tam nie było. Gdzie on kurwa polazł?! Jezu spokojnie dziewczyno, masz już urojenia. Tak to na pewno. Byli coraz bliżej mnie. 


15 KOMENTARZY I NEXT :)


niedziela, 16 marca 2014

Fifteen




                 " Świat nas zabija, robi nam na złość. Spójrz, ile nieszczęść.
                           A to dopiero początek, wszyscy zdechną jak psy."


    
                Łzy ciekły mi po policzkach, gdy stałam na zimnych kafelkach w łazience i patrzyłam w swe odbicie w lustrze. Jestem przerażona, nie wiem co mam robić.
Głowa mi pęka od tych wszystkich natarczywych myśli i pytań. Czy ktokolwiek zna na nie odpowiedzi i jest w stanie mi pomóc? Cokolwiek się ze mną działo nie jest to coś dobrego. Pukanie do drzwi wyrywa mnie z mojego rozmyślania.
- Mała wszystko okey?- Nick, sama nie wiem co mam o nim myśleć. Czy on zna prawdę, czy tylko mnie oszukuję? A co jeśli on jest odpowiedzialny za te wszystkie krzywdy? Strach ogarnął cały mój umysł. W głowie zaczyna mi szumieć. Co się ze mną dzieje? Pukanie nasila się z każdą chwilą coraz bardziej. Chyba powinnam się odezwać, że jest dobrze, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwala mi na zrobienie jakiejkolwiek czynności. Nawet wypowiedzenie słowa "dobrze" jest w tej chwili nie do wykonania. Jestem sparaliżowana, a serce z każdą chwilą bije coraz mocniej. Czuję jak pocą mi się ręce i cała drżę. To nienormalne. HUK! Drzwi się otworzyły, a przede mną stoi chłopak któremu niby zawdzięczam uratowanie życia. Podchodzi do mnie i chwyta mnie za ramiona, a moje ciało reaguje na ten dotyk negatywnie. Mój wzrok pada na jego oczy. Widać w nich strach? Ból? Zdezorientowanie? Nic nie mówi ta cisza mnie przytłacza.
Czuję się taka bezbronna przy nim. Czy jest w stanie zrobić mi krzywdę? Przecież obiecał, że mi pomoże i nie zostawi mnie. A co jeśli kłamał? Zdecydowanie za dużo we mnie złego nastawienia. Z kącików oczu łzy próbują wydostać się ponownie, nie mogę im na to pozwolić. Nie przy nim, nie mogą sobie pozwolić na to aby zobaczył w jakim opłakanym stanie się znajduje. Zamykam oczy i biorę dwa głębokie wdechy. Gdy już powoli się uspokajam, widzę jak Nick przygląda mi się zaciekle. Czeka na jakikolwiek ruch z mojej strony. Ze zdenerwowanie przystępuje z nogi na nogę i wzrok pada na moje gołe stopy. W tym momencie wydają się takie interesujące. Chrząknięcie chłopaka sprawia, że z powrotem skupiam na nim moją uwagę. Przyglądam mu się uważniej. Ma przydługie już włosy które lekko opadają mu na czoło. Jego oczy są piękne, szaro-niebieskie.  W wardze ma kolczyk co daje mu odrobinę uroku. Chyba zauważył, że mu się przyglądam bo na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek, a moje policzki oblał rumieniec. Co jest ze mną nie tak. Przed chwilą myślałam, że to on może byś sprawcą moich obrażeń na ciele, a teraz patrzę na niego z nie małym zainteresowaniem.
Przypomniałam sobie pytanie które miałam zadać mu już wcześniej, ale pewnie wypadło mi to z głowy i zapomniałam o tym. - tak jak wszystko co kiedyś działo się w twoim życiu- szydzi ze mnie moja podświadomość, a ja każę jej się w duchu zamknąć mimo, że ma rację. 

-  Dlaczego mi pomagasz? Mogłeś przecież od razu po moim przebudzeniu wykopać mnie za drzwi. - jego mina diametralnie się zmieniła, był chyba zaskoczony, że o to go pytam.
- Ja... amm.. cóż. Tak jakby to moja wina, że nic nie pamiętasz i czuję się w jakimś stopniu za ciebie odpowiedzialny. - nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Nie chcę współczucia i użalania się nad moją osobą. Jestem dużą dziewczynką i dość silną by to wytrwać., prawda? Jestem? Nie wiem co powiedzieć, mam mętlik w głowie. Ja..
- Słuchaj stoimy tu jak jacyś debile w łazience. Przecież nie będziemy tutaj rozmawiać. Weź prysznic i zejdź na dół, będę jak coś w kuchni, zrobię coś ciepłego do zjedzenia i picia. - wyszedł. Powoli zdjęłam koszulę szpitalną, po czym upadła na podłogę. Byłam naga, a każdą część mojego ciała pokrywały siniaki, rany i krwiaki. Coś paskudnego. Powili odkręciłam gałkę od prysznica i czekałam aż poleci ciepła woda za nim wejdę do kabiny. 
   Woda spływająca po mnie działa na mnie kojąco. Starałam odpędzić od siebie nie potrzebne myśli. Muszę zająć się tym co jest teraz i dowiedzieć się kim jestem. Będzie to trudne, ale dam radę. Muszę dać. Żebym tylko wiedziała w jaki kierunku mam iść. Chociaż jedna mała wskazówka. Nic. Pustka. To takie irytujące,że w tej obecnej sytuacji jestem zależna od chłopaka o którym nic nie wiem. 

 NICK POV:



    Siedząc i popijając ciepłą herbatę, zastanawiam się w co ja się do cholery wpieprzyłem. To się dopiero nazywa "szczęście" Nicka Parkera. Po prostu tylko pozazdrościć. Ughh... Zawsze musi się coś spierdolić. Nie wierzę kurde, że można mieć takiego pecha jak ja. Jak nie koledzy którzy wpakowali mnie w dilerkę, to policja osądzająca mnie o jakieś przekręty, a jak nie policja to list ze szkoły, że zostałem wyrzucony ze studiów i na dodatek kurwa jakaś dziewczyna z lasu nie wiadomo skąd i jak się tam znalazła jest w moim domu właśnie biorąc kąpiel. Fantastycznie. 
    Czekam już dobrą chwilę aż "ona" wyjdzie z łazienki i zastanawiałem się nad tym co będzie dalej, ale nie miałem żadnego pomysłu. Usłyszałem jak drzwi od łazienki się otwierają i wiedziałem, że zaraz zjawi się brunetka o czekoladowych oczach. 



 15 KOMENTARZY I NEXT :)

TAK STRASZNIE PRZEPRASZAM, ŻE ROZDZIAŁ POJAWIA SIĘ DOPIERO TERAZ. ALE TERAZ OBIECUJE, ŻE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ REGULARNIE.  JESZCZE RAZ BARDZO WAS PRZEPRASZAM ;*

poniedziałek, 10 lutego 2014

Fourteen



         Zadaje sobie wiele pytań na które nie znam odpowiedzi. To takie porąbane. Nic nie wiem. Nie wiem kim jestem, nie wiem kim jest Nick i co ja tu robię. Nie wiem jak to się stało, że straciłam pamięć. Czy kiedykolwiek ją odzyskam.?
Nic zero. Leżę i tępo patrzę się w sufit, Nick wyszedł po tym jak zadzwonił do niego telefon i nie ma go już dobrą chwile. Muszę z  nim porozmawiać, ale on wydaje się tak samo zszokowany całą tą sytuacją jak ja. Nie wiem czy będzie w stanie mi pomóc. Ale co mi szkodzi, przecież nic nie mam do stracenia. Ughh.. ta nie pewność mnie wykończy. Ta pustka w mojej głowie jest tak denerwująca, jak cholera. Żebym chociaż coś wiedziała, może to by mnie naprowadziło, a tu nic. 

      Drzwi się otworzyły, a od razu po tym chłopak wszedł z tacą na którym było jak mniemam podejrzewać śniadanie dla mnie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jaka jestem głodna do puki nie położył mi tego na kolana. Mmmm... Bułki z serem i sok pomarańczowy. Mniam. Przyglądał mi się uważnie, byłam trochę speszona bo dziwnie się czułam jak patrzył na mnie gdy jadłam nie bardzo mi to odpowiadało. Ale nie chciałam zwracać mu uwagi bo jest to nie miłe. Gdy zjadłam odstawiłam tacę na bok i patrzyłam się na niego, a on na mnie. Nie chciałam się pierwsza odzywać czekałam aż on to pierwszy zrobi. Bo tak właściwie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wiem wcześniej mówiłam, że chce z nim porozmawiać i wypytać się o wszystko, ale gdy już przyszedł po prostu zabrakło mi języka w buzi. Ta cisza była cholernie nie zręczna. No kurde koleś weź się odezwij no! Ughhh.. Ile mam czekać. Ciekawe czy przedtem też byłam taka niecierpliwa. Ta pewnie tak. 
- Więc,.. amm... serio nic nie pamiętasz?- nareszcie się odezwał! 
- Taa.. no właśnie nie, za to głowa boli mnie niezmiernie mocno. 
- To pewnie przez to, że uderzyłaś o coś głową jak upadłaś w lesie. 
- W lesie? Co ja robiłam w lesie? 
- Nie wiem, myślałem, że jak się obudzisz to mi powiesz. A tu taka niespodzianka. - zaśmiał się cicho. Czy ten dupek się właśnie ze mnie śmieje.?! No trzymajcie mnie.! Śmieszy go kurwa, że straciłam pamięć!
- Co jest w tym zabawnego?! 
- Nic piękna nie denerwuj się. Spokojnie. 
- Jak ja mam byś spokojna.?! Nic nie pamiętam! Nie wiem jak się nazywam, kim jesteś, co robiłam w tym pieprzonym lesie?! No powiedz mi jak mam być spokojna?! 
- Dobra okey rozumiem. Amm.. Ja jestem Nick jak już wiesz Nick Parker, a ty no cóż nie wiem. 
- Dobra Nick to może mi powiesz chociaż co robiłam w tym lesie.
- Co robiłaś to nie wiem. Ale chyba przed kimś uciekałaś.
- Uciekałam? Przed kim?
- No chyba tak. Przed kim? Nie wiem. Jak szłaś to się cały czas oglądałaś za siebie, byłaś przerażona. A gdy do ciebie podszedłem, nie pozwalałaś się mi zbliżyć. Krzyczałaś, że mam cię zostawić i dać ci spokój. A najdziwniejsze jest to, że byłaś w jakieś koszuli szpitalnej. Wyglądałaś jakbyś uciekła z psychiatryka.
- O  mój boże. Dlaczego?- pojedyncze łzy spływały mi po policzkach. Nic nie rozumiem. Czy to znaczy, że byłam, jestem chora psychicznie? Nie to na pewno nie to. - Coś musiało mnie naprawdę przestraszyć skoro się ciebie bałam, ale co?
- Nie wiem mała. Serio. Sam chciałbym wiedzieć. I jeszcze twoje blizny.
- Co? Jakie blizny?
- Masz pełno blizn na rękach, nogach. Nie zauważyłaś ich.? One są dosłownie wszędzie. No i nie mów że nie widziałaś tych siniaków na swoim ciele.
- Co ja..- zaczęłam oglądać swoje ręce, a następnie zrzuciłam z siebie kołdrę i oglądałam swoje nogi. Delikatnie przejechałam opuszkami palców po moich ranach. To nie możliwe. To jakiś absurd. Moje nogi wyglądały koszmarnie. Wstałam i podeszłam do ściany gdzie było zawieszone lustro. Przeraziłam się. To co widziałam przerosło moje wszelkie oczekiwania. Co zmusiło mnie do tego abym tak zniszczyła swoje ciało? Skąd te siniaki? Byłam strasznie chuda. Moje podkrążone oczy. Rozcięta warga. Ogromny siniak na policzku. To było okropne. Dotykałam wszystkich tych miejsc z niedowierzaniem. Kim ja byłam i kto mi to zrobił? Gdy tak na siebie patrzę nie wiem czy chcę znać prawdę. Nie wiem czy prawda nie byłaby o wiele gorsza niż strata pamięci. Wiem tylko tyle, że na pewno nie byłam szczęśliwą nastolatką. A więc kim? Jaki potwór mnie tak oszpecił? Czy naprawdę chcę to wiedzieć? Nie wiem. To wszytko jest jakieś popierdolone. Opadła na kolana i zaczęłam płakać. Nic nie mogłam zrobić, jestem bezradna. 

NICK POV: 
  Patrzyłem jak dziewczyna skulona na ziemi płaczę. To było okropne. Było mi jej tak cholernie żal. Była taka bezbronna, delikatna i wrażliwa.
Nie wiedziałem co mam zrobić więc podszedłem do niej i przytuliłem do siebie, na początku się opierała, ale w końcu się we mnie wtuliła. Co mogłem więcej zrobić? Nie znam jej, nawet nie znam jej pieprzonego imienia. To jest chore. Może gdybym ją wtedy zostawił nie było by tego teraz. Ja miałbym spokój i zapewne szykowałbym się na imprezę, a nie siedział na podłodze z zapłakaną dziewczyną. Wiem jestem egoistą. W co ja się wpakowałem. Gdyby nie ta moja pieprzona ciekawość nie byłoby tego wszystkiego. Brawo Parker. Brawo. Dobra dość muszę coś wymyślić, ale kurwa co? A gdybym poszedł z nią na policje. Nie to wykluczone. Zapewne oskarżyli by mnie, że jej coś zrobiłem. Do szpitala też nie bo oni zawiadomią policje. Pięknie jestem w dupie. Spojrzałem na zapłakaną dziewczynę i lekko ją od siebie odsunąłem. Spojrzała na mnie swoimi oczami pełnymi łez jakby czekała na jakieś rozwiązanie z tej jakże chorej sytuacji. Co miałem jej niby powiedzieć. " Ej spoko mała będzie dobrze, nie martw się poradzimy sobie.?" Wspominałem, że jestem w tych sprawach beznadziejny? Jak nie to teraz mówię.
Uśmiechnąłem się do niej lekko, ale myślę, że zauważyła że był to wymuszony uśmiech. 

- Okey, słuchaj mała. Nie wiem co teraz będzie, ale mogę ci obiecać, że ci pomogę. Nie zostawię cię teraz samej nie mógłbym. Jakoś we dwoje damy radę nie? Może to i lepiej, że tak się stało. Nie wiadomo jakie przykrości cię spotkały i w ogóle. Ale teraz możesz zacząć wszystko od nowa co? Uwierz mi też nie jest łatwo. Ale damy rade. 
- Dziękuję. Jesteś cudowny.
- Wiem Doll. Teraz pójdziesz wziąć prysznic bo wyglądasz okropnie, a potem zobaczymy. Zaraz wyszukam ci jakieś rzeczy, bo przecież nie będziesz chodzić w tej paskudnej koszuli. 
- Dziękuję.- mały uśmiech zagościł na jej twarzy. Była naprawdę ładna. Los musiał nieźle dać jej w dupę. Wstałem i wyciągnąłem w jej stronę rękę aby mogła zrobić to samo. Z miłą chęcią przyjęła ten gest i już stała na równych nogach. Otworzyłem szafę i wyciągnąłem z niej jakieś moje dresy i koszulkę, a następnie jej podałem. Poprowadziłem ją do łazienki i wyszedłem zostawiając ją samą. 


   15 KOMENTARZY I NEXT :) XX

środa, 5 lutego 2014

Thirteen

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM


*3 lata wcześniej
2 października 2010 r.




  Nawet nie wiem kiedy moje życie się tak posypało i nie pamiętam jak było wcześniej, co robiłam jak nie płakałam, o czym myślałam, jak nie byłam załamana i nie myślałam o śmierci, w ogóle kim ja byłam zanim psychicznie umarłam...


          Stałam na szpitalnym parkingu jak osłupiała. W głowie miałam tysiące różnych myśli, które dotyczyły tylko jednego..mojej wolności. Czy to miało być dzisiaj? Czy dzisiejszego dnia w końcu miałam się uwolnić od tego wszystkiego? Postanowiłam, że jeśli zmarnuję tą szansę to nie będę już dłużej walczyć. Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale wole się poddać. Ja naprawdę nie mam już na to siły. To ciągłe walczenie i próbowanie wydostać się z 'niewoli' mnie zmęczyło. Bo jakby spojrzeć na to logicznie to jakie mam szansę na wolność i własne życie, którego już bardziej zniszczyć się nie da? 1:000000? Tak po prostu będzie łatwiej. Wiem, jestem tchórzem. Nic na to nie poradzę.
        Z zamyślenia wyrwały mnie kolejne krzyki dochodzące ze szpitala. Wzdrygnęłam się na samą myśl co zrobiliby mi gdyby mnie złapali. Było coraz mniej czasu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to las. Nie miałam czasu, żeby rozejrzeć się po okolicy. Mogłam się tylko modlić, żeby mnie tam nie znaleźli. Zaczęłam biec najszybciej jak umiem. Niestety, moja kondycja była strasznie słaba. Przez dłuższy
czas byłam zamknięta w pokoju i ledwo co się ruszałam więc wcale się temu nie dziwie. Poza tym nie byłam też dobra z w-f'u z czego nie należałam do osób, które szybko biegają. Nigdy nie lubiłam tego przedmiotu. Wbiegłam do lasu i pierwsze co poczułam to chłodne powietrze. Zrobiło mi się zimno i zaczęłam się trząść. Zapomniałam, że wciąż mam na sobie szpitalne ubranie. Wcześniej, jak leżałam jeszcze na sali musiało padać bo wszystko było mokre. Z oddali słychać był ćwierk ptaków. Ta piękna melodia rozchodziła się po całym lesie. Nie wiedziałam w którą stronę mam biec. Postanowiłam, że po prostu pobiegnę przed siebie. Co chwilę potykałam się o własne nogi. W pewnym momencie przestałam czuć ziemię pod nogami a po chwili leżałam już na mokrych liściach. To było do przewidzenia, że prędzej czy później się wypierdolę. Nie patrzałam gdzie biegnę. Szczerze mówiąc to co to za różnica skoro jedną nogą wleciałam w małą dziurę, która i tak była zakryta liśćmi. Zaczęłam przeklinać w myślach wstając szybko z ziemi i otrzepując moje ubranie. Biegłam dalej, ale tym razem starałam się być bardziej ostrożniejsza, bo takie upadki tylko mnie spowalniały. Byłam cholernie przestraszona i od czasu do czasu odwracałam szybko głowę, żeby zobaczyć czy ktoś za mną biegnie. Mój oddech był strasznie przyspieszony i byłam już zmęczona. Ostatni raz odwróciłam głowę, żeby upewnić się, że nadal nikogo nie
ma i się zatrzymałam. Musiałam odpocząć, chociaż chwilę . Nie mogłam już złapać oddechu. Ledwo co trzymałam się na
nogach. Zrobiło się trochę ciemno. Muszę wydostać się z tego lasu zanim całkowicie się ściemni, bo inaczej będę musiała tu spać. Ta myśl mnie jakoś zbytnio nie cieszy. Coś może mnie zaatakować jak będę spała. Dzik, lub wilk, chociaż nie jestem pewna czy są w tym lesie wilki. Lepiej żebym nie spotkała niczego na swojej drodze.

Już dość odpoczęłam, więc trzeba biec dalej. Po chwili zaczęłam coś słyszeć. Nie do końca wiedziałam co to. Przyspieszyłam z obawy, że to mogą być oni. Nagle zorientowałam się, że te głosy nie dochodzą z tyłu. Zaczęłam je coraz lepiej i głośniej słyszeć. Spanikowałam. Nie wiedziałam czy mam się zawrócić czy po prostu próbować ominąć tą osobę, a raczej grupkę ludzi. Tylko jak tu ich ominąć skoro zrobiło się już na tyle ciemno, że ledwo co widziałam drzewa. A może ktoś z tych ludzi pomógłby mi wydostać się z lasu? Postanowiłam, że najpierw sprawdzę kto tam jest. Powoli zaczęłam się zbliżać. Dopiero teraz zauważyłam ogień, zrobili ognisko. Schowałam się za jednym z drzew. Podeszłam już na tyle blisko by zobaczyć ich twarze. Kamień spadł mi z serca. Poczułam ulgę. Na szczęście nie byli to 'moi prześladowcy'. Łącznie było tam sześć osób. Dwie dziewczyny i czterech chłopaków.  Siedzieli na przewróconym drzewie.Wszyscy oprócz pięknej blondynki i chłopka pili i zaciągali się szlugami. Natomiast ta dwójka zaczęła się bardzo namiętnie całować. Pewnie gdyby nie reszta od razu zerżnąłby ją na tym drzewie. Nie chciałam marnować więcej czasu i miałam zamiar ich ominąć. Jestem pewna, że nawet mnie nie zauważą, bo są zajęci sobą.


 NICK POV:
     Dopiłem do końca butelkę piwa i rzuciłem ją gdzieś w krzaki. Wyciągnąłem z kieszeni kurtki paczkę papierosów i odpaliłem szluga. Zaciągnąłem się wypuszczając po chwili dym z moich płuc.
Zachciało mi się szczać więc oddaliłem się od kumpli w stronę drzew.
- Stary, gdzie idziesz? Zabawa dopiero się rozkręca.. - wiedziałem, że Scott się odezwie
- Idę się odlać. A co, chcesz mi pomóc potrzymać? Hah.. - nie mogłem powstrzymać śmiechu
- Pojebało cie? Myślałem, że się już zwijasz bo znowu twoja stara czegoś chciała. Traktuje cię jak chłopca na posyłki. - teraz mnie wkurwił
- Kurwa, Scott! Skończ z tą twoją głupią gadką. Jak nie zamkniesz tej swojej mordy to ci pomogę. - jest spoko ale czasami naprawdę potrafi mnie wkurwić
- Dobra, wyluzuj. Tylko żartowałem - podniósł ręce w obronnym geście
          Nie chciało mi się już z nim gadać więc odwróciłem się i zniknąłem za drzewami. Gdybym dłużej tam stał to na pewno zlałbym się w gacie, a tego kumple mi by już nie odpuścili. Na każdym kroku śmialiby się ze mnie i mi o tym przypominali. Podszedłem do drzewa i zacząłem rozpinać rozporek. Załatwiłem swoją potrzebę i już miałem zamiar zawracać, ale zobaczyłem dziewczynę. Szła w moją stronę i co chwilę obracała się za siebie. Pewnie się zgubiła. Schowałem się za drzewem i czekałem aż mnie ominie. Po woli się do niej zbliżyłem.
- Hej mała, zgubiłaś się? Może ci pomóc? - Uśmiechnąłem się do niej łobuzersko i po raz kolejny się zaciągnąłem wypuszczając idealne kółka z dymu. Od razu odwróciła się w moją stronę. Wyglądała na przerażoną. Dopiero teraz zobaczyłem jej twarz. Była piękna. Piękna i seksowna. Zilustrowałem ja od góry do dołu i zorientowałem się, że uciekła ze szpitala albo jakiegoś wariatkowa sądząc po ciuchach, które na sobie miała. Była też strasznie chuda. Wszystko na niej wisiało. I ostatnie co wpadło mi w oko to blizny. Były praktycznie wszędzie.

CHER POV:
Gdy usłyszałam głos dochodzący zza moich pleców od razu się odwróciłam odskakując przy tym od nieznajomego.
- Proszę, zostaw mnie - byłam wystraszona a z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze łzy.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Tylko zapytałem. - zaczął się do mnie przybliżać. Nie wiedział o co chodzi a ja strasznie się go bałam. Po wszystkim co przeszłam zaczęłam bać się mężczyzn. Że któryś z nich zrobi mi to samo, że znowu będę wykorzystywana.
- Nie zbliżaj się do mnie! Zostaw mnie w spokoju! - zaczęłam krzyczeć i się cofać a on coraz bardziej się przybliżał. Już teraz nie widziałam nic. Łzy zasłaniały mi obraz. Coraz szybciej szłam przodem do niego i w pewnym momencie się potknęłam. Zgaduję,że była to gałąź lub pień. Poczułam ogromny ból z tyłu głowy, a potem zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie czułam już nic.

NICK POV:
Widziałem jak opada na ziemie a jej głowa uderza o coś wystającego spośród liści. Szybko podbiegłem do niej i podparłem ją na rękach. Była nieprzytomna. Nie wiedziałem co zrobić. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji. Wziąłem ją na ręce i pobiegłem w stronę samochodu. Luke nie obrazi się chyba jeśli go pożyczę. Włożyłem dziewczynę na tylne siedzenia a sam usiadłem na miejsce kierowcy. Nie powinienem jeździć po pijaku, ale pieprzyć te zasady. Dojechałem pod mój dom. Mieszkałem sam więc miałem luz i nikomu nie musiałem się tłumaczyć z tego co robię. Wyprowadziłem się od rodziców, bo chciałem stać się bardziej samodzielny i robić to, co mi się żywnie podoba. Miałem dość tego ich ciągłego wtrącania się w moje życie i mówienia mi co jest dla mnie najlepsze.
Wyciągnąłem ją z pojazdu biorąc na ręce i kierując się w stronę wejścia. Jednym kopnięciem zamknąłem za sobą drzwi po czym zaniosłem ją do swojego pokoju kładąc na łóżku. Na moje szczęście nie leciała jej krew więc nie było aż tak źle. Miała za to ogromnego guza. Wyszedłem z pokoju zostawiając ją nieprzytomną w poszukiwaniu jakiegoś okładu. Poszedłem do kuchni z nadzieją że mam w zamrażalce jakiś lód. Westchnąłem i ją otworzyłem przelatując wzrokiem po wszystkim co się w niej znajdywało. Na górnej półce, z tyłu, za mrożonkami leżał worek z lodem. Wyciągnąłem go i wróciłem do swojego pokoju. Podniosłem głowę nieznajomej dziewczyny i przyłożyłem do niej lód tak by woreczek się nie zsunął. Przed wyjściem ostatni raz na nią spojrzałem po czym zamknąłem za sobą drzwi kierując się do łazienki. Wziąłem szybką,ale orzeźwiającą kąpiel i nałożyłem na siebie czyste bokserki. Musiałem spać dzisiaj w salonie więc udałem się do sąsiedniego pomieszczenia kładąc się na miękkiej kanapie.

CHER POV:
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Jęknęłam i
chciałam się za nią chwycić. Dotknęłam czegoś zimnego i chwytając za nieznaną mi rzecz zorientowałam się, że to worek z lodem. Nagle drzwi lekko się otworzyły, a z nich wyszedł jakiś chłopak. Był na samych bokserkach.
- Cześć mała. Jak się spało? - powiedział zaspanym głosem z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Kim jesteś? Czy my się znamy? W ogóle gdzie ja jestem? - nie wiedziałam co się dzieje. Miałam pustkę w głowie.
- Hah..spokojnie. Nie tyle pytań na raz. Może najpierw ty mi powiesz jak się nazywasz?
Myślałam nad tym chwilę ale nie mogłam sobie przypomnieć. Dziwne
- Yyy..nie wiem. Nie pamiętam. - naprawdę nie wiedziałam. Nie pamiętałam niczego. Gdzie mieszkam, jak się nazywam, czy mam rodzeństwo, co robiłam wczoraj, skąd się tu wzięłam. Totalna pustka
- Nie pamiętasz jak się nazywasz? Heh..dobre. Ale teraz na serio. 
- Ale ja mówię serio. Czuję jakbym miała dziurę w głowie. Jakby ktoś wymazał mi całe moje życie.
- Ty naprawdę niczego nie pamiętasz? - był tak samo zaskoczony jak ja. Kiwnęłam tylko głową, a on zaczął się kręcić z niedowierzaniem.
- Kurwa, wygląda na to, że straciłaś pamięć


15 KOMENTARZY I NEXT !

---
Od autorki:
Witam! Chciałam was przeprosić, że przez ok.2 tygodnie nie był dodany żaden rozdział. Wszystko dlatego, że po pierwsze naprawdę nie miałam czasu a po drugie weny. Ale mam nadzieję, że mimo tego ktoś tu jeszcze ze mną został. Chciałam wam to jakoś wynagrodzić dlatego rozdział jest trochę dłuższy niż inne. Jeśli będzie nudny to piszcie. Postaram się wtedy pisać ciekawsze rozdziały. A jeśli chodzi o komentowanie to jak pod danym rozdziałem będzie wymagana liczba komentarzy (może być więcej) obiecuje, że w ciągu 2 dni zostanie dodany następny.
Jest także nowy zwiastun do bloga więc zachęcam do obejrzenia. Miło by było gdybyście zostawili pod nim jakiś kom. ;)
To tyle, przepraszam, że takie długie. xx / Shawty

niedziela, 2 lutego 2014

ZWIASTUN

Zapraszamy do obejrzenia nowego zwiastuna
"Zemsta Upadłej"
https://www.youtube.com/watch?v=1aTMtxSHIsI#t=135 

Poprzedni zwiastun został usunięty przez jego autorkę, podczas usunięcia swojego konta na You -Tube. Mam nadzieję, że spodoba wam się nowy zwiastun. Miłego oglądania. xx

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Twelve



    *3 lata wcześniej 
2 października 2010r. 


   ~Stoję po środku ciemnego pomieszczenia, nic nie widzę, lecz słyszę jakieś szepty. Nie mogę się ruszać, po chwili zorientowałam się, ze jestem pół naga, w samej bieliźnie. Co tu się dzieje?! Co ja tu robię?!-śmiechy,szepty-, ale nikogo nie wiedzę. Strach. Głosy stają się coraz głośniejsze. Upadam na kolana, zatykam uszy. Nie chcę ich słyszeć. STOP! DOŚĆ! Mija chwila, a nie słyszę żadnego dźwięku, podnoszę wzrok. Nagle każda jedna lampa po kolei się zapala. Chwila! Obracam twarz w każdą możliwą stronę. Widzę ich. Widzę Zayna, Justina i Louisa, ale to nie wszystko. Jest ich więcej. Jestem otoczona przez wielu mężczyzn. Stoją w kręgu, a na ich twarzach widnieją złośliwe uśmieszki. Zaczynam się trząść, nie wiem co co w tym wszystkim chodzi. Jeden z nich zbliża się do mnie, chwyta za moje włosy i ciągnie za nie zmuszając mnie do wstania. Niespodziewanie uderza mnie w twarz. Jestem zdezorientowana. Stoję na przeciwko niego, boję się na niego spojrzeć, nie wiem na czym umieścić mój wzrok. Mężczyźni których nie znam podchodzą do mnie jest ich chyba z 10, Zen i jego "pieski" stoją oparci o ścianę z ich twarzy nie da się nic wyczytać. BÓL.! Dostałam czymś twardym w plecy po czym upadłam. Śmiali się ze mnie. Znów zostałam pociągnięta za włosy, patrzałam na jego twarz. Próbowałam się wyrwać, po czym znów dostałam czymś po plecach. Niekontrolowane łzy leciały z moich oczu, nie mogę ich powstrzymać. Jeden z nich szepcze coś drugiemu na ucho, a ten się uśmiecha i rozpina rozporek. Chwila!? Co?! Wstaję próbuję uciec, lecz szybko zostaję powalona na ziemie. Szarpie mną, odchyla mój podbródek i... ~ 

    Obudziłam się spocona i cała drżałam. To tylko sen, uspokój się Cher. 
- Widzę, że się pani obudziła.- aż podskoczyłam ze strachu. Podszedł do mojego łóżka i wziął jakieś papiery z niego i spojrzał na mnie. 
- Nie musisz się mnie bać Cher, jestem twoich doktorem. Będę się tobą zajmował podczas twojego pobytu w szpitalu. Muszę przyznać, że miałaś ogromne szczęście-chyba chciałeś powiedzieć pecha- zazwyczaj ludzie którzy skaczą z tak wysokiego piętra umierają na miejscu, ale widocznie na ciebie jeszcze nie pora. Bóg jeszcze nie chcę cię u siebie- no oczywiście, że nie, chce żebym się męczyła i zdechła kurwa jak pies!- Często trafiają do nas ofiary przemocy, ale z tobą jest wyjątkowo źle. Masz połamane żebra, strasznie głębokie rany, które już zaszyliśmy, ale obawiam się, że zostaną po nich blizny, twoje ciało jest w licznych siniakach. Ten kto Ci to zrobił musi być psychicznie chory lub... nie, nie ma innego wytłumaczenia musi być chory umysłowo. - o czym on mi tu pieprzy?! Gówno mnie obchodzi to co on mówi, chcę się stąd wydostać. Ale kurwa jak?! - Czy panienka mnie wogle słucha? 
- Amm... ja.. nie.. znaczy się tak.. tylko..
- Nie musisz się mnie bać. Widzę w twoich oczach strach. Nie potrzebnie..-
- Pan nic nie rozumie, mnie tu nie powinno być, ja powinnam być już na innym świecie, lepszym! Ale nie!? Łatwo panu mówić, żebym się nie bała, pan nie przeszedł tego co ja. Pan nie był...- trzask. Mój wzrok momentalnie skupił się na osobie która wtargnęła nieoczekiwanie do sali. Louis. No to mam przejebane.
- Mogę w czymś panu pomóc?- oj doktorku lepiej siedź cicho może oby dwóm dadzą nam spokój. Co ja gadam oni mnie rozszarpią na kawałki jak się dowiedzą, że chciałam powiedzieć o tym, że mnie gwałcili.
- Nie przyszedłem zobaczyć jak się czuje moja dziewczyna- ŻE CO KURWA!? Po prostu mnie wmurowało. Że nimby kim ja jestem? Dziewczyną? Zapowiada się niezły teatrzyk. 
- Cóż z pańską dziewczyną nie jest najlepiej. Jak już wspominałem Cher, jej obrażenia są niezwykle wielkie. Trochę to potrwa zanim ją wypiszemy ze szpitala. Po tym wszystkim będzie potrzebowała intensywnej opieki. 
- Oczywiście, wraz z jej bratem się nią zaopiekujemy. - dajcie mi popcornu, scena godna oskara. Ten debilny doktorek chyba nie wierzy mu w jego słowa prawda? 
- Mam taką nadzieję, a teraz przepraszam, ale mam jeszcze innych pacjentów. Do zobaczenia. -nie proszę cię nie wychodź! Nie! No i wyszedł. Teraz to dopiero będzie ciekawie. Ciekawe czy słyszał moją rozmowę z lekarzem zanim tu wparował. A jeśli tak to musi być mocno wkurzony. Boję się. 
- Cher słońce. 
- Nie mów tak do mnie!
- Nie denerwuj się słoneczko bo złość piękności szkodzi.- nawet nie zauważyłam jak już siedział przy mnie i śmiał się ze mnie. Odsunęłam się od niego jak tylko mogłam, ale to wciąż za blisko. 

- Posłuchaj mnie kochanie. Wraz z chłopakami nie będziemy się z tobą pierdolić. Zrób coś co nam się nie spodoba, a będziesz nas błagać o śmierć. Upss... już to robiłaś. Nie uwolnisz się od nas, teraz jesteś nasza. Piśnij choć słowo temu lekarzowi o tym co ci robiliśmy, a zamienię twoje życie w większe piekło niż jest teraz. Będziesz gwałcona, bita, poniewierana, a nawet oddawana za pieniądze innym mężczyzną. Pamiętaj słonko, jeden niewłaściwy ruch i po tobie. - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Rozpłakałam się, ja tego tak dłużej nie wytrzymam. Co ja mam zrobić?! Może oni moją racje, może powinnam się pogodzić se swoim losem i tak jestem za słaba na walkę. Nie! Muszę się wziąć w garść, jeśli nie mogę umrzeć to chociaż muszę postarać się uciec. Ale jak? Te skurwiele siedzą zapewne na korytarzu i "czuwają". Okno? Nie, bo jest po stronie parku szpitala i jest tam pełno ludzi, nie wyszłabym niezauważona. Myśl Malik! Myśl! Szybko odpięłam się od kroplówki i innych kabelków, po czym ruszyłam po cichu w stronę drzwi, ok na korytarzu jest tylko Justin, co teraz? W dupie miałam gdzie jest mój brat z Louisem, teraz najbardziej mnie obchodziło jak pozbyć się Jusa z mojej drogi ucieczki. Cofnęłam się i położyłam się z powrotem na łóżko. To musi się udać.
- JUSTIN!- krzyknęłam tak aby mnie usłyszał, ale też nie za głośno. Ha. jest.
- Co?!
- Mógłbyś mi przynieść coś do picia i do jedzenia? Proszę.
- A co ja twój służący? 
- Proszę. 
- Niech ci będzie. Zaraz wracam.- wyszedł, szybko wstałam i powoli szłam do wyjścia. Czysto.
Wybiegłam szybko na korytarz i ruszyłam jak najszybciej do głównych drzwi. Personel patrzył się na mnie jak na jaką wariatkę, ale mnie to nie obchodziło. Stałam już na świeżym powietrzu, mocno się zaciągnęłam pozwalając sobie na lekki uśmiech. Dobra. A teraz gdzie?- krzyki i przekleństwa- cholera chyba zauważyli, że uciekłam. Dobra nie mam zbyt wiele czasu, do namysłu. Gdzie mam teraz uciec? Gdzie się schować? 

        15 KOMENTARZY I NEXT

sobota, 11 stycznia 2014

Eleven

 *3 lata wcześniej*
2 października 2010 roku



    Całe życie człowieka jest tylko podróżą do śmierci. 
Życie tak łatwo może stać się koszmarem. 
To jeden wielki ból.
To choroba co najszybciej zabija.
Umrzeć to przecież tylko tyle co przestać być widzialnym.
Kocham śmierć, tylko ona na mnie czeka.


      Byłam o oddech od śmierci. Byłam tak blisko. Nie wiem jak to w ogóle możliwe że jestem jeszcze na tym świecie. Przecież powinnam nie istnieć. A mimo to obudziłam się na łóżku w białym pomieszczeniu. Wciąż żyje..tylko dlaczego? Wszystko było tak perfekcyjnie zaplanowane że nie mogło się nie udać. Przynajmniej nie tym razem. Kurwa, to już nie jest śmieszne. Albo ze mną jest coś nie tak że nie wychodzi mi nawet własne samobójstwo albo mam 98756433456..żyć jak jakiś pieprzony kot. Wygląda na to że trochę się przeliczyłam z tym że to okno jest dość wysoko by po zeskoczeniu zabiło na miejscu. Zawsze coś się spierdoli.
     Leżałam teraz gdzieś, gdzie ani trochę nie przypominało to mojego pokoju. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do tego
światła. Gdy już moje oczy się z tym oswoiły chciałam podnieść rękę by je przetrzeć. Zauważyłam jakieś śmieszne rurki przyklejone do mojej dłoni. Od razu wiedziałam gdzie jestem. Białe ściany, puste łóżka na przeciwko mojego i te kabelki przyczepione do moich rąk. SZPITAL. JESTEM W SZPITALU. Spanikowałam. Zaczęłam się wiercić i próbowałam oderwać te cholerne rurki. Nie chciałam tu zostać ani chwili dłużej. Nienawidze tego miejsca. Był tylko jeden mały problem. Nie miałam siły. Nie chodziło tu o te gówna co mi przyczepili, oderwałam je bez żadnych trudności. Problem w tym że nie dałabym rady wstać. Skok, który niestety przeżyłam odbił się teraz na moim zdrowiu. Czułam chyba każdy możliwy ból. Po chwili drzwi od pokoju się uchyliły a zza nich wychylił się Zayn i jego koledzy. O..jak miło. Przyszli mnie odwiedzić. Na pewno się o mnie martwili -.- 
- Poczekajcie na korytarzu, sam z nią porozmawiam - spojrzał na nich po czym wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Chwila, kto powiedział że ja chce z nim rozmawiać. Po za tym nie mam mu nic do powiedzenia. Jeśli chcę się na mnie zacząć wydzierać że próbowałam się zabić to niech najlepiej od razu wyjdzie.
- Jak się czujesz? Lepiej ci? - spojrzał na mnie, siadając na kancie łóżka
- A czy to cię wogóle obchodzi? - każde moje słowo wypowiedziałam z nienawiścią w głosie.
- Trochę
- Hah..dzięki za szczerość. - jego odpowiedź była tak żałosna, że aż śmieszna. Myślałam że da już sobie spokój z tymi chorymi pytaniami i w końcu się zamknie ale on nie dawał za wygraną.
- Myślałem, że już się nie obudzisz.
Czy on sobie ze mnie kpi?
- Bo nie chciałam. Wogóle po co ta scenka? Po co udajesz martwiącego się, kochanego braciszka? Oboje dobrze wiemy, że masz mnie w dupie.
- Bo próbowałem być dla ciebie miły, ale wygląda na to że przy tobie się nie da. - podniósł na mnie głos.
- Problem nie tkwi we mnie tylko w tobie. Słabo udajesz. Musiałabym być idiotką żeby uwierzyć w te twoje wymuszone słówka. Jesteś śmieszny.. huj
Ostatnie słowo wypowiedziałam bardzo cicho, tak żeby nie było słyszalne dla jego uszu. 
Byłam dumna z tego co powiedziałam gdy zobaczyłam jak opada mu szczęka. Po chwili jednak pożałowałam tego że się odezwałam. Wygląda na to że jednak usłyszał to czego nie miał.
Był wkurwiony.
Pochylił się nade mną łapiąc za szyję i dość mocno ją ściskając.
- Posłuchaj mnie bardzo uważnie szmato, bo nie będę się więcej powtarzał. To co dotychczas z nami przeżywałaś to było nic. Jak wrócisz do domu to dopiero zobaczysz jak wygląda piekło.
- Auć...t to b boli. - nie mogłam złapać oddechu
- A jeśli chodzi o twoją próbę samobójczą to obiecuję ci że tym razem nie popełnimy tego samego błędu. Nie będziesz już miała jak odebrać sobie życia bo po wyjściu ze szpitala trafisz prosto do piwnicy.
Odsunął się ode mnie zabierając jednocześnie swoją obleśną rękę z mojej szyi. Automatycznie oplotłam ją swoimi dłońmi krztusząc i dławiąc się przez chwilowy brak powietrza. Nie mogłam uspokoić oddechu. Zayn wstał z łóżka nie zważając na moją obecność i wyszedł z pokoju. Dopiero teraz dotarło do mnie co powiedział zanim zniknął za drzwiami. Wzdrygnęłam się.
Muszę się stąd wydostać. Muszę stąd spieprzać, zanim zwariuję do reszty.
Boje się. 




CZYTASZ = SKOMENTUJ!




     

czwartek, 2 stycznia 2014

Libster Award

               Nominację dostałam od:http://to-win-dreams-fanfiction.blogspot.com/p/blog-page_31.html
                       Z całego serca dziękujemy! ;*


               Odpowiedzi na pytania:
1) Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
Odp: Już kiedyś miałam taki pomysł, aby stworzyć takie opowiadanie. Zawsze lubiłam pisać i tak jakoś wyszło, że założyłam bloga i zaczęłam publikować rozdziały wraz z przyjaciółką. 

2) Jakich wykonawców słuchasz?
Odp: Moimi idolami są One Direction lecz mojej współtwórczyni Justin Bieber. Ale słuchamy też innych wykonawców. Po prostu słuchamy to co nam wpadnie w ucho. 

3) Skąd jesteś?
Odp: Województwo Pomorskie, okolice Redy. 

4) Twitter vs. Facebook.
Odp: Oczywiście, że twitter. 

5) Shippujesz jakieś związki?
Odp: Shippuję Zerrie. 

  Blogi które nominuję: 
http://dziewczynazesluchawkami.blogspot.com/
http://fighter-fanfiction.blogspot.com/
http://fight-for-this-love1.blogspot.com/
http://after-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/
http://loveme-likeyou-do.blogspot.com/


  Moje pytania:
1) Co zainspirowało Cię aby pisać opowiadanie o danej fabule?
2) Kim jest Twój idol? I za co go kochasz?
3) Jaka jest Twoja największa wada i zaleta?
4) Hobby.
5) Na jakim filmie płakałaś?
6) Za jaką osobę siebie uważasz?